23 września 2011

Dieta cud

Na wstępie muszę się pochwalić. Odchudzam się od kilku miesięcy i parę dni temu spadł mi kilogram piętnasty. Co prawda to dopiero połowa planu, ale i tak coraz częściej ludzie pytają mnie: "Jaką cudowną dietę stosujesz?"


Niestety obserwuję drastyczną utratę zainteresowania moją dietą, kiedy okazuje się, że polega ona na ograniczeniu jedzenia. Tyle. Drugim Dukanem chyba nie zostanę. Kasy też na takiej diecie nie zarobię.

Chyba, że dodam jakiś składnik, który uczyni moją dietę wyjątkową, pożądaną i tajemniczą. Myślałem nad kłaczkami ze swetra, larwami świetlików, piwem z amolem i energią kosmiczną. W końcu wczoraj przyjaciółka podsunęła mi pomysł genialny w swej prostocie. Aż dziwne, że nikt do tej pory tego nie opatentował.


Dieta cud:
Zjadasz cieniutki opłatek, a czujesz się jakbyś wpierdolił całego Jezusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz