Lubię słowa. Lubię bawić się nimi, zmieniać, nadawać im nowe znaczenia. Lubię dobierać wyrazy, dopasowywać je do siebie, układać w zdania. Czasami mi wychodzi.
* * *
Rozdyźdywać – Dwuletni chłopiec kładzie na śnieżnobiałym obrusie wielką, soczystą truskawkę. Przypatruje się jej przez chwilę, po czym jednym, szybkim pacnięciem miażdży owoc. Między pulchnymi paluszkami przesącza się ciemnoczerwony sok. Szeroko otwartymi ze zdumienia oczami chłopiec patrzy na paćkę w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżała truskawka. Z jego gardła wydobywa się zachwycony gulgot. Teraz powoli rozciera pozostałości owocu po obrusie, tak daleko, jak tylko może dosięgnąć krótkimi rączkami. Wysuwa koniec języka, a na jego twarzy maluje się wyraz wielkiego skupienia, podobnego koncentracji malarza tworzącego w natchnieniu. – Rozdyźdaną rozdyźdał rozdyźdujący.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulęgałki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulęgałki. Pokaż wszystkie posty
7 kwietnia 2008
Ulęgałki 2. Patrząc z boku
Popatrz czasem na siebie z boku.
Kiedy jest ci smutno i źle.
Kiedy wzbiera w tobie gniew i czujesz, że zaraz wybuchniesz.
Kiedy obrażasz się, dąsasz i burmuszysz.
Kiedy robisz coś nieprzemyślanego.
Kiedy kogoś krzywdzisz.
Zatrzymaj się na chwilę i popatrz z boku.
Pomyśl, czy naprawdę warto.
Kiedy jest ci smutno i źle.
Kiedy wzbiera w tobie gniew i czujesz, że zaraz wybuchniesz.
Kiedy obrażasz się, dąsasz i burmuszysz.
Kiedy robisz coś nieprzemyślanego.
Kiedy kogoś krzywdzisz.
Zatrzymaj się na chwilę i popatrz z boku.
Pomyśl, czy naprawdę warto.
Ulęgałki 1. Fauna
Przez otwarte okno wlatują maleńkie muszki. Wabi je, palone do późna, światło nocnej lampki. Przyglądam się jak owady krążą coraz bliżej żarówki i wreszcie, porażone żarem, opadają wprost na zeszyt w kratkę, w którym piszę.
Jedne, lekko oszołomione, lądują sztywno, na długich, cienkich jak pajęczyna nóżkach. Inne dogorywają w drgawkach, konwulsyjnie prostując i zaciskając łapki lub rozpaczliwie próbują przewrócić się z grzbietu, by móc odlecieć. Prawie wszystkie jednak są martwe, zanim spadną na pokrytą pismem stronicę.
Powoli rozsmarowuję je opuszkiem palca w długą, jasnobrązową smugę. Liczę kratki i przy końcu każdej linii wpisuję cyferkę oznaczającą jej długość. Najdłuższą smugę na stronie znaczę grubym krzyżykiem.
Przewracam kartkę.
Jedne, lekko oszołomione, lądują sztywno, na długich, cienkich jak pajęczyna nóżkach. Inne dogorywają w drgawkach, konwulsyjnie prostując i zaciskając łapki lub rozpaczliwie próbują przewrócić się z grzbietu, by móc odlecieć. Prawie wszystkie jednak są martwe, zanim spadną na pokrytą pismem stronicę.
Powoli rozsmarowuję je opuszkiem palca w długą, jasnobrązową smugę. Liczę kratki i przy końcu każdej linii wpisuję cyferkę oznaczającą jej długość. Najdłuższą smugę na stronie znaczę grubym krzyżykiem.
Przewracam kartkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)